Follow

#40 Kaszmirowy Końsweek

#40 Kaszmirowy Końsweek

Końsweeki bywają na blogu rzadko – ostatni był ponad miesiąc temu. Przyczyny są dwie, po pierwsze nie robimy jakiś szalonych nowości, a po drugie przy takiej częstotliwości publikacji wpisów na blogu, Końsweeki by wszystko zdominowały. Ale dzisiaj postanowiłam przygotować dla Was wreszcie świeżą porcję Kaszmirowych nowości.

Listopad zaczęliśmy od zastępstw, ponieważ miałam usuwaną ósemkę i wsiadanie oraz współpraca z Kaszmirem nie byłyby najlepszym pomysłem. Gdyby Kaszmirowy miał w głowie trochę mniej szalonych pomysłów niż ma i gdyby na świecie było mniej niewidzialnych potworów, którego go zjadaja, to mogłabym go chociaż przelonżować. Ale niestety świat jest pełen zła czyhającego na Siwego, więc do lożnowania zatrudniłam siostrę, a sama zajęłam się kibicowaniem i robieniem zdjęć. Następnego dnia Kasia wsiadła i całkiem nieźle pracowali na hali. Z pięknej pogody nie mogliśmy skorzystać, bo Kaszmirowi tym razem nie podobały się samochody, a tylko mi starcza cierpliwości (i głupoty) na jego zagalopowania i bryki 😉

W następnym tygodniu wróciliśmy już do normalnego trybu pracy, w którym bardzo ważnym elementem są dwugodzinne tereny w weekendy. Kaszmirowy dzięki temu ma szanse porządnie przewietrzyć głowę i wybiegać choć część energii. Tak poza tym, to powoli kończą mi się pomysły na źródła jego energii. Chodzi całkiem sporo i w sumie się nie obijamy, a do tego dostaje tylko 0,5 miarki owsa dwa razy dziennie (dla porównania gdy go kupiliśmy dostawał 2 miarki i ledwo chodził!). Zaczynam wierzyć w to, że czerpie moc po prostu z powietrza. Nawet przy czyszczeniu go nosi, bo przecież stanie w miejscu jest taaakie nudne i nieciekawe. Zjadanie ochraniaczy jest chociaż jakąś atrakcją!

Dwa tygodnie temu w terenie Kaszmir odpalił takie turbo tempo w terenie, że towarzystwo ledwo za nim nadążało, a ja nie wyrabiałam się z anglezowaniem tak szybko przebierał nogami. Dzisiaj dla odmiany Kaszmir postanowił, że nie będzie stał podczas podpinania popręgu i mojego wsiadania, więc na dzień dobry sobie pobiegał, a jak już mu się znudziło, to zajęliśmy się pracą. Nie mogę go nie pochwalić na kontrgalopy, których nie robiliśmy bardzo długo, a dzisiaj pykał bez problemu i kumał o co chodzi. W ogóle Siwy ostatnio bardzo dobrze pracuje ujeżdżeniowo i skupia się na tym co robi, więc należy mu się duża pochwała.

Ja też muszę się Wam czymś pochwalić – znalazłam sposób, dzięki któremu Siwus zjada siemię lniane. Do tej pory toczyliśmy bój, a właściwie pogodziłam się z przegraną. Dzięki wysłodkom buraczanym, które mieszam z siemieniem, jego nasiona i glut nie są takie straszne i nie gryzą Kaszmirowego w język. A to bardzo dobrze, bo siemię jest bardzo zdrowe!

To już chyba wszystko, co miałam Wam dzisiaj do opowiedzenia. Jak widzicie Siwy ma się dobrze, wariuje, jak wariował, ale i przebłyski geniuszu się zdarzają 😉

PS

Wraz z początkiem grudnia mam w planach prowadzić/nagrywać vlogmas, czyli codzienne filmiki, które będą pojawiać się na kanale tak, jak kalendarz adwentowy – przez 24 dni grudnia. U mnie oczywiście nie będą pojawiać się codziennie, bo nie mam takich mocy przerobowych. Ale zapraszam Was do oglądania, bo Kaszmir tam na pewno będzie 🙂