Bullet journal – wielki powrót

Bullet journal – wielki powrót

Stało się po ponad dwóch miesiącach przerwy z podkulonym ogonem wróciłam do prowadzenia bullet journala. Co mnie skłoniło do tej decyzji? Jak wygląda erasmusowa edycja mojego kalendarza? To wszystko znajdziecie w dzisiejszym tekście.

Od ostatniej jesieni niezbyt lubiłam się z moim bullet journalem – jakoś nie bardzo było mi z nim po drodze. Wszystko działo się wtedy bardzo szybko, miałam sporo na głowie i bullet journal nie mieścił się wówczas w ścisłym kręgu moich „zainteresowań.” Działam zanim zdążyłam cokolwiek zapisać. Później, na początku stycznia wyjechałam na Erasmusa do Francji i nie wzięłam ze sobą mojego notesu do bujo. Niestety za dużo ważył, a z bagażem, zarówno podręcznym, jak i rejestrowanym byłam mocno na styk 😉

Dlaczego wróciłam do bullet journala?

Dwa i pół miesiąca żyłam bez bujo i staram się planować trochę na luźnych kartkach i paragonach, trochę na karteczkach samoprzylepnych. Kilka razy oglądałam różne notesy w sklepach, ale ostatecznie starałam się unikać kolejnego zakupu – przecież miałam kartki i karteczki. Aż w końcu w zeszły weekend jedno ze zdjęć na instagramie przeważyło o mojej decyzji i we wtorek dzielnie pomaszerowałam do sklepu po notes.

Może Wam się to wydawać głupie, ale dawno żaden zakup nie sprawił mi tyle radości! A to przecież tylko kartki na spirali, prawda? Oczywiście nie jest tak, że wszystkie zadania teraz same skreślają się z mojej listy rzeczy do zrobienia – piękny bullet journal to nie wszystko. Jednak odzyskałam pewnego rodzaju poczucie kontroli nad wszystkim i łatwiej mi się działa każdego dnia. Właśnie po to jest bujo!

Moja rozkładówka

Od dłuższego czasu mój bullet journal był czarno-biały i bardzo dobrze mi się to sprawdzało. Zresztą w najnowszym notesie okładka mówi sama za siebie. Używam tylko pastelowego różowego zakreślacza do zaznaczania wyjazdów na stronie z najbliższymi czterema miesiącami:

Zaś czterech kolorów używam do zaznaczania kropek odnośnie poszczególnych wydarzeń w rozkładówce miesiąca np. fioletowe to wpis na blogu, czerwone to film na YT, zaś pomarańczowe to ważna rzecz na studiach. Staram się unikać nagromadzenia zbyt wielu kropek w jednym dniu – to nie wróży niczego dobrego.

Nie mogło zabraknąć strony przeznaczonej na rozplanowanie treści, którą Wam przekazuję, czyli wpisów i filmów. Taka strona to must-be w każdym moim bujo i powoli zabieram się za planowanie kwietnia i maja. U Was będzie przed sesją, u mnie w trakcie i po, więc chciałabym mieć czas na przygotowanie różnych rzeczy na zaś.

Kolejne dwie strony to najważniejsze strony w moim bullet journalu i właśnie im zawdzięczam mój sukces organizacyjny. Mam na myśli oczywiście rozkładówkę na tydzień i stronę z codziennymi listami to-do. W tygodniówce mam miejsce na rozplanowanie zdjęć na instagramie i studygramie, postów na Facebooku, tekstów na bloga i filmów na YouTube. Oczywiście jest też miejsce na różne rzeczy studenckie, jak kolokwia czy prezentacje. Na razie nie mam ich zbyt wiele, ale początek kwietnia coraz bliżej… W prawym dolnym rogu zapisuję bliżej nieokreślone wydarzenia, które nie dotyczą żadnej z pozostałych kategorii.

Wbrew powszechnej opinii, Erasmus to też studiowanie, dlatego w moim bujo jedną stronę poświęciłam na daty prezentacji, kolokwiów, zaliczeń i egzaminów. Początkowo miałam zamysł zrobienia tego chronologicznie, ale pomysł szybko upadł, bo wielu dat jeszcze nie znam. Dlatego postawiłam, że trzema różnymi zakreślaczami zaznaczę odpowiednio to, co jeszcze czeka mnie w marcu, przed Wielkanocą i po Wielkanocy.

Od tyłu mojego notesu zapisałam dodatkowe trzy strony. Pierwsza z nich to lista rzeczy, które chcę oddać rodzicom, kiedy przyjadą do mnie w odwiedziny. Najczęściej pomysły wpadają mi do głowy w trakcie nudnych zajęć albo w czasie okienek. Zamiast zapisywać je w stu miejscach, gubić i zapominać, wszystkie pomysły zbieram w jednym miejscu.

Ostatnie dwie strony to po pierwsza lista odwrotna do powyższej, czyli lista rzeczy, które chciałabym, żeby rodzicie przywieźli mi z Polski. Strona po prawej, to moja strona wstydu, czyli książki, które przeczytałam w tym roku. Staram się, jak mogę zwiększać tę liczbę – naprawdę nie wiem, jak to się stało, że w 3 miesiące przeczytałam tylko 3 książki. Muszę więcej czasu z insta wymienić na czas z książką. Proste i nieproste 😉

Mój bullet journal charakteryzuje się prostotą. Już dawno nauczyłam się, że monochromatyczność i niezbyt dużo ilość rozkładówek na wszystko.

A jak jest u Was?

 



2 thoughts on “Bullet journal – wielki powrót”

  • U mnie jak wiesz jest pierwszy bujo, więc chyba na razie zachłysnęłam się tą ideą i mam milion stron z różnymi rozkładówkami, ale… na razie z większości naprawdę korzystam 😀 Najwięcej jak na razie dały mi strony na moje trzy “projekty” (blog, portal o Wrocławiu, organizowanie ślubów) – każdy ma osobne dwie strony, są daty publikacji, miejsca na pomysły, to-do itd. Aż tak myślę, żeby zrobić też o tym wpis jak ja to sobie ogarnęłam, aczkolwiek nie umiem w ładne zdjęcia bujo jeszcze tak jak Ty 😉

    • Jak wszystkie rozkładówki Ci się sprawdzają, to znaczy, że nie ma ich za dużo 😉 Grunt, że nie zostają puste, a z czasem znajdziesz te, które najbardziej Ci się sprawdzają.
      A ze zdjęciami to żadna filozofia: bujo, kawa, jakieś kwiatki i do dzieła 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *