Butelka na wodę z filtrem na uczelnię – warto czy nie warto?

Butelka na wodę z filtrem na uczelnię – warto czy nie warto?

Wraz z modą na zero waste na popularności zyskują butelki z filtrem. Różnokolorowe filtry i kształty butelek kuszą w coraz większej ilości sklepów. Dlatego w dzisiejszym wpisie postanowiłam odpowiedzieć na pytanie, czy taka butelka jest potrzebna i przydatna dla studentów i czy warto mieć ją ze sobą na uczelni.

Dlaczego zdecydowałam się na butelkę z filtrem?

Ja kupiłam moją butelkę z filtrem już dwa lata temu, czyli tak naprawdę zanim zrobił boom na rezygnację z plastikowych butelek. Przed zakupem butelki picie na uczelnię nosiłam zimą w termosie, a w lecie miałam ze sobą plastikowe butelki 0,5 l, czasami domowy sok jabłkowy w małej szklanej butelce po Kubusiu.

Kiedy zaczęłam letni semestr i wraz z nim zajęcia na basenie, 0,5 l wody na cały dzień przestało mi wystarczać, nawet wypicie go po samych zajęciach to było dla mnie za mało. Mogłam przestawić się większe butelki np. 1,5 l, ale oznaczały one dodatkowy ciężar. Wtedy nie miałam jeszcze plecaka, więc noszenie 1,5 l wody, notatek, jedzenia i często laptopa na jednym ramieniu byłoby koszmarem. W poniedziałki dochodził do tego zestawu jeszcze mokry strój i ręcznik po wf’ie.

Główną zaletą, dla której zdecydowałam się na zakup butelki, jest możliwość napełnienia jej w dowolnym miejscu. Nie muszę nieść z domu pełnej butelki, ponieważ mogę nalać do niej wodę dopiero na uczelni. Nie martwię się, że zabraknie mi picia w ciągu długiego dnia zajęć, ponieważ podczas każdej przerwy mogę uzupełnić zapasy. Mojego zaufania nie wzbudza tylko woda w starych budynkach uniwersytetu. Mimo, że wiem, że wiele osób pije tę wodę i żyją oraz, że ja też kilka razy napełniłam tam swoją butelkę i nic mi nie było, to nadal mam przed tym opory i unikam.

Czy butelka z filtrem jest potrzebna?

Moim zdaniem, sens zakupu butelki z filtrem możemy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach: woda butelkowana ze sklepu vs woda filtrowana w butelce oraz woda w butelce filtrowana w butelce vs. picie kranówki bez filtrowania.

woda butelkowana ze sklepu vs woda filtrowana w butelce

Jeśli porównujemy wodę na tej płaszczyźnie, to butelki z filtrem wygrywają. Po pierwsze, zużycie plastiku jest zdecydowanie mniejsze. Nawet jeśli butelka jest wykonana z plastiku, to ja swoją mam już dwa lata i mam nadzieję, że jeszcze długo ze mną pobędzie. Oznacza to, że nie wyrzucam każdego dnia 1-2 butelek plastikowych. To daje ok. 700 butelek rocznie mniej! I to tylko na jedną osobę. Dodatkowo butelki wielorazowe są wykonywane z bezpieczniejszego plastiku tzn. tego, co wydziela mniej szkodliwych cząstek do wody.

Oczywiście dochodzi jeszcze kwestia ceny, która jest najczęściej bardziej przekonująca niż względy ekologiczne. Według najnowszego rachunku za wodę, który znalazłam dzisiaj w skrzynce pocztowej, litr wody z kranu kosztuje niecały 1 gr.! Butelka kosztowała mnie ok. 30 zł, ponieważ trafiłam na promocję. Oznacza to, że przez ostatnie 2 lata “kosztowała” mnie 1,25 zł miesięcznie, a im dłużej będę ją używać, tym bardziej będzie tracić w miesięcznym przeliczeniu swoją początkową wartość. Zakup filtra to ok. 25 zł na dwa miesiące. Woda butelkowana, którą kupowałam kosztowała 1,10 zł za litr. Na uczelni wypijam 1-1,5 l wody dziennie, co daje miesięcznie ok. 35 l. Woda butelkowana kosztowałaby 38,5 zł, a woda z butelki z fitrem to ok. 14 zł, a weźmy też pod uwagę fakt, że jeśli napełniamy butelkę już na uczelni, to wodę mamy za darmo. Jest różnica, prawda?

woda w butelce filtrowana w butelce vs. picie kranówki bez filtrowania

Tutaj sprawa się nieco komplikuje. Według informacji, które udało mi się znaleźć, filtry z węgla aktywnego spotykane w butelkach odfiltrowują zanieczyszczenia organiczne np. pestycydy oraz tylko część chloru używanego do dezynfekcji wody, co ma wpływ na smak i zapach wody. Filtry z węgla aktywnego nie pozbawiają wody skażeń mikrobiologicznych, soli ani minerałów (źr.: Penn State College of Engineering). Dlatego też np. podczas pobytu w Albanii nie korzystałam z butelki z filtrem. W obecnej tam wodzie jest inna flora bakteryjna niż w wodzie w Polsce, więc nasz organizm nie jest do niej przyzwyczajony. Nie byłam tam na tyle długo, żeby mój organizm musiał się przyzwyczaić do tamtejszej wody i postanowiłam oszczędzić sobie “atrakcji”.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2017 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi podaje bardzo szczegółowe normy oraz wymagania, które musi spełniać m.in. kranówka. Dlatego też woda w kranie w większości polskich miast jest wodą bezpieczną do spożycia prosto z kranu bez konieczności przegotowania czy filtrowania. Oznacza to, że zakup butelki z filtrem jest tak naprawdę bez sensu, o ile nie przeszkadza nam smak chloru, którego stężenie w wodzie z kranu jest bezpieczne dla nas.

Kiedy planowałam pisanie tego wpisu, myślałam, że sprawa będzie zdecydowanie mniej skomplikowana i opowiedzenie się na tak lub na nie będzie proste, bo dla mnie woda w butelce z filtrem zdecydowanie wygrywa nad wodą sklepową. Jednak przekopując różne normy, badania i szukając informacji zaczęłam wątpić w to, czy filtr jest mi rzeczywiście potrzebny. W domu nie mam najmniejszych oporów, żeby wypić szklankę wody prosto z kranu, jednak butelka z filtrem na uczelnię daje mi większe poczucie bezpieczeństwa.

Podsumowując, jeśli korzystacie z butelkowanej wody sklepowej warto poważnie przemyśleć przestawienie się na butelkę z filtrem. Jednak podczas zakupu zwróćcie uwagę nie tylko na koszt samej butelki, ale też na to, ile kosztują filtry i co ile trzeba je wymieniać.

Dla mnie butelka z filtrem to taki stan przejściowy do picia wody bezpośrednio z kranu. Wiem, że to po prostu kwestia przełamania się i ustawienia w głowie, że kranówka jest ok!

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *