Follow

Chyba jestem hipokrytką.

Chyba jestem hipokrytką.

Ostatnio kilka razy złapałam się na wyrzutach sumienia i zdenerwowaniu bez powodu. Nie wiedziałam do końca, co może być ich przyczyną. Przecież nic złego nie zrobiłam, wszystko mam w sumie przygotowane i ogarnięte, a poza tym to wszystko idzie super-ekstra. A później mnie olśniło.

Z natury jestem osobą dobrze zorganizowaną i ogarniętą, no chyba, że chodzi o porządek na biurku. Wtedy nie ma mowy o żadnym ogarnięciu – choćbym nie wiem, jak chciała. Bałagan i tak wie jak się pojawić znikąd. Jeśli czytacie mnie już dłużej, pewnie zaobserwowaliście, że uwielbiam planować, robić listy itp. itd. I to prawda!

Tylko że prawdą jest też to, że nie mam w sobie wiecznego motorka, który pcha i nakręca mnie do działania. Czasami kończy się mu energia, chęci i motywacja do działania. A to oznacza, że wraz z brakiem paliwa, kończy się także moja energia do ogarniania Wszechświata. I wiecie, co się wtedy okazuje?

Że jestem leniem. I w momencie spadku chęci ten leń zaczyna przejmować dowodzenie. I zamiast posiedzieć jeszcze nad notatkami, obejrzę sobie serial albo przescrolluję Instagram. Zabiorę się za to na pewno zaraz! Przecież kiedyś trzeba odpoczywać! Od jednego filmiku na YouTube jeszcze (chyba) nikt nie umarł, a świat się nie zawalił, prawda?

No nie, ale czy stał się lepszy? Też nie bardzo. Czy rzeczywiście poprawiło mi to humor? Też w sumie nie, bo nadal czeka na mnie kilka rzeczy do zrobienia. Z niczym nie posunęłam się do przodu, nieodhaczone zadania wołają, ale zaraz zrobi się późno i warto byłoby pójść spać. Trzeba pójść spać, bo niewyspana Ola jest nieprzydatna następnego dnia. Będzie tylko walczyć z zamykającymi się oczami i bolącą głową, która zawsze dzielnie wspiera oczy.

Wiecie, jak to się skończy? Ja wiem bardzo dobrze! Ola zrobi to, co musi i to, czego już się dłużej odwlekać nie da. Dodatkowe notatki mogą poczekać, jeszcze jest dużo czasu, a jutro usiądzie nad nimi zaraz po powrocie z zajęć/stajni/wf’u/zakupów. Wpisu na blogu może nie będzie, ale bez przesady. Jeden dzień obsuwy nic nie zmieni, a wypoczynek jest najważniejszy! Trzeba troszczyć się o swoje zdrowie. Internet się nie skończy bez nowego tekstu na Clanestinie.

I tak oto wracamy do początku tego wpisu. Świat się nie zawalił, wszystko, co trzeba jest ogarnięte. Na zajęcia jestem przygotowana, nie ma, czym się denerwować. Tylko, że dodanie zdjęcia bujo na IG i FB oraz poinformowanie świata, jak to cudownie się obrobiłam, będzie trochę nie fair, prawda? Czy pokazywanie Wam tego i motywowanie do działania będzie hipokryzją? Chyba trochę tak.

Tak oto cudownie znalazłam przyczynę swojego zdenerwowania.

I wiecie, co z tym zrobię? Opublikuję ten wpis, który był kompletnie nieplanowany, ale natchnęły mnie moje przemyślenia i postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Czy przestanę dodawać zdjęcia z rzeczami, które mi się mniej lub bardziej udało osiągnąć? Też nie, bo w ten sposób pokazuję też sobie drogę do tego, do czego dążę. Ale skończę też wpis, który odwlekam od dawna. A potem wyciągnę wnioski z tego szalonego wywodu, który właśnie Wam przedstawiłam. Hej, przecież jestem tylko człowiekiem! I mi może się zdarzyć lenistwo, choć byciem zorganizowaną uwielbiam!

PS
Wyciągnęłam już jeden wniosek trochę wcześniej – zamierzam robić sobie raz w miesiącu dzień nierobienia absolutnie nic. Taki dzień, w którym nie spojrzę na wpisy, nie będę się uczyć i nie pojadę na konia. Taki dzień lenia bez wyrzutów sumienia!

PS2

Dzisiejszy wpis o tym, czego nauczyłam się od Benjamina Franklina będzie na Was czekać na blogu w poniedziałek rano 😉



  • Dora M

    U mnie sobota to od zawsze dzień lenia. Kiedyś wydawało mi się, że źle planuje dzień wolny i on też powinien coś wnosić. Teraz wiem, że wnosił – moje ulubione zajęcie (książki i pisanie fanfiction) nie jest produktywne, ale jest czymś co uwielbiam i co mnie relaksuje. Zapominam o stresie studeckim i robię to co uwielbiam. A od czasu, gdy to zaakceptowałam przez resztę tygodnia mam więcej energii. A internet mniej kusi 🙂
    Tak więc 1 dzień przerwy od spraw codzienności potrafi pomóc w powrocie do dawnych zajęć. Nawet tych dziwnych 🙂

    • Mi właśnie brakuje takiego dnia w tygodniu, bo od poniedziałku do piątku mam zajęcia, w soboty zajmuję się blogiem, a w niedzielę się uczę. Dlatego muszę sobie jakoś lepiej wszystko podzielić 😉 Zazdroszczę takiej leniwej soboty!