Habit tracker – magia kolorowanych kratek

Habit tracker – magia kolorowanych kratek

Wraz z popularnością bullet journal rośnie moda na coraz to nowe jego elementy. Jednym z nich jest habit tracker, czyli tabela dobrych nawyków. Moim zdaniem, jest on bardzo przydatnym narzędziem, dlatego postanowiłam poświęcić mu oddzielny wpis.

Dlaczego warto mieć habit tracker?

Tracker dobrych nawyków to narzędzie, które pozwala nam w łatwy sposób monitorować nasze postępy. Najczęściej tworzone tabele to te składające się z kolumn na poszczególne dni miesiąca oraz wierszy, w których mamy zapisane nawyki czy zadanie, które chcemy wykonywać codziennie. Ja najczęściej korzystam właśnie z codziennych dobrych nawyków, jednak w poprzednim bujo miałam też tygodniowy tracker, w którym zaznaczałam m.in. maseczki do twarzy czy peeling ciała. Niektórzy używają też habit tracker miesięcznych, w których zapisują np. wizytę w muzeum czy wyjście do kina.

Dzięki tabeli dobrych nawyków łatwiej nie zapomnieć o niektórych czynnościach. Jeśli wprowadzamy jakieś nowe nawyki, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Ja tak mam z maseczkami – ciągle o nich zapominam! Bardzo często zdarza się tak, że wykonuję je ostatniego dnia danego tygodnia. To właśnie wtedy sprawdzam, które kratki mam pokolorowane. Jeśli zauważam braki, staram się je, jak najszybciej nadrabiać.

Pokolorowany i ładnie uzupełniony habit tracker ma zdecydowanie większe walory estetyczne niż szary i ponury – prosta sprawa! Właśnie z tego powodu motywuje nas do działania. Przecież wszyscy wolimy, żeby było ładniej, a głupio przyznać się przed samym sobą, że czegoś nie chciało nam się zrobić i nagle jest brzydko. Każda krateczka to mały kopniak w stronę zrealizowanego zadania. Mi to bardzo pomaga przy codziennym sprzątaniu biurka. Zazwyczaj odznaczam wszystkie zadania wieczorem, kiedy na blacie nadal panuje przesadnie artystyczny chaos. Zerknięcie w habit tracker często sprawia, że jednak okładam rzeczy na ich miejsce.

Pierwszy habit tracker pojawia się w “The Autobiography” Benjamina Franklina. Autor używa go do monitorowania postępów w pracy nad swoimi 13 cnotami (org. virtue).

Dobre nawyki, nad którymi pracuję:
  • picie wody z cytryną każdego ranka jest nawykiem, nad którym pracuję od samego początku prowadzenia bullet journal. W ciągu roku akademickiego często zapominałam o piciu wody z cytryną w weekendy, ale teraz, w wakacje udaje mi się prawie codziennie.
  • picie herbaty z pokrzywy to kolejny napój, o którym zdarza mi się zapominać. Byłoby łatwiej, gdybym nie zapomniała kupić herbaty 😉
  • smarowanie paznokci olejkiem przed snem. Niby sprawa lekka, prosta i przyjemna, ale wieczorem, kiedy chce mi się spać, najchętniej po prostu bym zasnęła. Dlatego ciągle muszę się pilnować, żeby leń nie wygrał, bo widzę, że efekty olejkowania są.
  • 1h przed snem offline to najtrudniejsze ze wszystkich zadań, bo bardzo szybko przyzwyczaiłam się do zasypiania z telefonem w ręku, jakby świat miał się zawalić od nieprzejrzanego IG. Ciągle z tym dzielnie walczę!

  • pobudka przed 7 od początku sierpnia wychodzi perfekcyjnie i spokojnie mogłabym to nazwać pobudką przed 6. Uwielbiam mieć długi dzień przed sobą, ale sam moment otwarcia oczu na dobre bywa ciężki.
  • porządek na biurku wieczorem to mój odwieczny problem. Nie przepadam za porządkami, ale też nie lubię bałaganu, a muszę przyznać, że artystyczny nieład w moim miejscu pracy robi się niezauważenie. Kilka dni temu zrobiłam na nim małe przemeblowanie i tak mi się podoba, że pilnuję się, żeby nie zasypać go chaosem.
  • odżywka do włosów to punkt, który służy głównie monitorowaniu, kiedy użyłam odżywki. Kładę ją na włosy przez 3 tygodnie, ale czasami opuszczam mycie włosów i po 2 tygodniach nie wiem, ile jeszcze dni mi zostało. Z kratkami łatwiej się doliczyć.
  • krem do stóp przed snem to punkt, który zapisałam z tego samego powodu, co olejowanie paznokci. W łóżku najchętniej przykryłabym się kołdrą i zasnęła, a nie jeszcze jakieś smarowidła.

Zawartość mojego habit trackera zmienia się każdego miesiąca, choć niektóre punkty są na mojej liście stałe. Jedne usuwam, bo już się do nich przyzwyczaiłam i nie potrzebuję dodatkowej przypominajki, inne dodaję, bo są dla mnie czym nowym i potrzebnym w danym momencie. Habit tracker tak, jak pozostałe elementy bullet journala są w pełni dopasowane pod nas i możemy w nich zapisywać, co tylko dusza zapragnie. Za to uwielbiam to narzędzie.

Używa ktoś z Was bullet journal? Macie w nim habit tracker?



2 thoughts on “Habit tracker – magia kolorowanych kratek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *