Moja organizacja notatek

Moja organizacja notatek

Koniec semestru i nadchodząca sesja to czas, w którym produkujemy tony notatek i nieustannie korzystamy z tych zrobionych już wcześniej. A duża ilość niezależnie od tego, czym dana rzecz jest, powoduje bałagan (chociaż u mnie bałagan i tak robi się z niczego). Dlatego zapraszam Was na wpis o mojej organizacji notatek, żebyście mogli sprytniej okiełznać swoje.

Ten wpis postanowiłam podzielić na dwie części, czyli notatki używane na co dzień i na te, które kiedyś przygotowałam, ale nie są mi potrzebne cały czas. Zaglądam do nich tylko przed kolokwiami/zaliczeniami/egzaminami albo po prostu, żeby sobie coś przypomnieć.

Notatki używane na bieżąco

Wszystkie xero i wydruki ćwiczeń oraz notatki potrzebne mi z zajęć na zajęcia noszę ze sobą w skoroszycie z koszulkami w środku (czy to jest w ogóle poprawna nazwa?!). W podstawówce robiłam w nim zielnik i niektórych koszulek musiałam się pozbyć ze względu na pleśń. Część z koszulek została brutalnie wyrwana po zeszłym semestrze – niestety się porwały. Mój skoroszyt kupiłam w zwykłym papierniczym. Był w kolorze ciemnej zieleni, więc w wakacje nieco go stuningowałam przy pomocy okleiny w zeberkę, którą kupiłam w Biedronce. Mimo to, ciągle czaję się na bladoróżowy skoroszyt w Tigerze i temu trochę życzę śmierci. Zdrowy rozsądek nie pozwala mi posiadać dwóch skoroszytów naraz.

W skoroszycie każda koszulka to inny przedmiot, a czasami jeszcze w każdej koszulce trzymam materiały w takich normalnych koszulkach z segregatora. Dzięki temu ćwiczenia z rodzajników nie mieszają mi się z ćwiczeniami na czasy itd. Dodatkowo dużo łatwiej i szybciej jest znaleźć na zajęciach to, czego w danej chwili będziemy używać.

W jednej z koszulek trzymam też kartki na brudnopis, karteczki na wejściówki na portugalski i mój zeszyt do wszystkiego. Taki podział segregatora gwarantuje mi brak chaosu, jednak nie jest tak, że noszę wszystkie materiały na raz. Często wyjmuję np. mapy na geografię i dzięki temu wszystko mniej waży.

W dni, w które jadę tylko na jeden przedmiot, pakuję materiały do plastikowej teczki. Oszczędza to miejsce i waży tyle, co nic. No i nie widzę najmniejszego sensu w tym, żeby nosić ze sobą to, czego nie użyję.

Notatki w archiwum

Długo szukałam odpowiedniej nazwy dla tych notatek. Wszystkie notatki przechowuję w segregatorze, a w nim w koszulkach i skoroszytach. Na początku segregatora mam notatki z II roku, ponieważ są one mi bardziej potrzebne. Część z nich – przedmioty bardziej obszerne albo takie, z których mam więcej materiałów, mam w skoroszytach, a w każdym skoroszycie mam przedmiot podzielony na poszczególne działy/tematy. Zdecydowałam się na skoroszyty zainspirowana jedną z koleżanek ze studiów. Żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej! Dzięki temu koszulki z poszczególnych przedmiotów nie mieszają się z innymi i łatwo znajduję potrzebne materiały.

Następnie, oddzielone szarą przedziałką trzymam kserówki z angielskiego z II roku. Jest ich bardzo mało, dlatego czułam potrzeba podzielenia tego na skoroszyty. Za kolejną szarą przekładką trzymam I rok angielskiego, a w nim różne ocenione pracy i materiały, które uznałam za warte archiwizacji.

Na końcu segregatora, za brązową przekładką, trzymam wszystko z I roku, przede wszystkim jest to francuski. W tej części na razie panuje chaos. Tzn. po pierwszym roku wszystko posegregowałam i podzieliłam na przedmioty. Wydruki nadające się od razu do wyrzucenia, wyrzuciłam, a resztę spakowałam w koszulki. Tylko, że teraz znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem, a koszulki pękają w szwach. Dodatkowo segregator też powoli zaczyna powoli pękać, więc niedługo czekają mnie zmiany.

Moja organizacja notatek nie jest skomplikowana, ale pomaga w łatwy sposób uporządkować cały studencki bałagan i ułatwia wyszukiwanie potrzebnych informacji. Skoroszyty wpinane do segregatora to mój obecny hit i niedługo pewnie zeszły rok też w nich umieszczę. Z zeszytów używam tylko, jako brudnopisów, więc nie mam potrzeby przechowywania ich w jaki konkretny sposób.