Moja szafa w liczbach – jesień 2017

Moja szafa w liczbach – jesień 2017

Doskonale pamiętam, jak jesienią zeszłego roku pisałam Ciuchowy rachunek sumienia, który był pełen rozgoryczeń i narzekania, że mam zdecydowanie za dużo ubrań. Po dłuższej przerwie postanowiłam nieco odświeżyć tematykę ubraniową, więc zaczynam od krótkiego podsumowania mojej sytuacji w szafie.

Przez ostatni rok wydawało mi się, że kupowałam zdecydowanie mniej ubrań (->4 oznaki tego, że powinnaś przestać kupować ubrania), dlatego trochę się zdziwiłam, kiedy porównałam liczbę ubrań z października zeszłego roku i z tegorocznego. Wyszło mi, że mam 11 sztuk ubrań więcej. Prawdopodobnie wynika to z udanych łowów w second handach, które miały miejsce w sierpniu. Tylko, że widzę bardzo dużą różnicę w moim podejściu do tego tematu. W zeszłym roku miałam bardzo duże wyrzuty sumienia, że mam szafę pełną różnych elementów garderoby. Znalazłam kilka sposobów na to, jak radzić sobie z dużą ilością ubrań i przestałam sobie, aż tak zawracać głowę. Serio, nie warto dokładać sobie dylematów związanych z ubraniami, a już na pewno nie jest to warte wyrzutów sumienia!

Zauważyłam, że robię zakupy w zdecydowanie bardziej przemyślany sposób. Nie płacę za coś tylko dlatego, że jest ładne. Muszę to przymierzyć, dokładnie obejrzeć i stwierdzić, że cieszę, że mam to na sobie. Możecie uznać, że to przemyślenia nad wyrost – ubranie to ubranie. Moim zdaniem, odkąd zmieniłam swój sposób myślenia, ubranie pomaga mi w dobrym samopoczuciu – przecież spędzam w nim większą część doby! Pomagają mi w tym też zwroty w sklepach – ostatnio oddawałam koszulę, z którą niby wszystko było okej. Ładny kolor, praktyczna, do wszystkiego pasuje, a jednak to nie było to i bardzo się cieszę, że w mojej szafie gościła tylko kilka dni.

Jednak najważniejsza sprawa to fakt, że zaczynam powoli odnajdywać swój styl. Jeszcze kilka miesięcy temu nosiłam, co popadło (w granicach rozsądku oczywiście 😉 ) i nie przejmowałam się tym, czy jest to w moim stylu. Bo nie wiedziałam, czym jest mój styl! Decydowałam się na noszenie różnych ubrań, żeby wyłowić z nich te, które najbardziej mi się podobają i w których najlepiej się czuję. W taki sposób pozbyłam się pewnej ilości ubrań – szczególnie t-shirtów, które wielokrotnie okazały się za małe. Bardzo polecam Wam ten sposób selekcji garderoby – jeden dzień spędzony w nielubianym ubraniu i od razu znikają wyrzuty sumienia, że pozbywacie się czegoś dobrego i niezniszczonego.

W tym wpisie muszę poruszyć jeszcze jeden ważny temat, czyli przyszłość Sprytnej Szafy na blogu. Już kilkukrotnie podchodziłam do tego tematu, ale zawsze jakoś szybko kończyła mi się wena. Jednak teraz postanowiłam się zabrać za to na porządnie – mam już nawet w przygotowaniu kilka szkiców wpisów. Muszę Wam przyznać, że nigdy nie sądziłam, że ubrania będą należeć do blogowej tematyki, ale skoro są pomysły, to czemu by z nich nie skorzystać, prawda? Dlatego przede wszystkim chcę pokazywać Wam swoje codzienne stroje w jednym zbiorczym wpisie na koniec miesiąca. Podobny plan miałam w maju albo w kwietniu, ale szybko upadł, bo robienie zdjęć okazało się bardzo problematyczne (chociaż wyleczyło mnie to z kilku połączeń ubrań i nigdy więcej ich nie założę!). Wymyśliłam na to lepszy sposób – przekonacie się o tym już na początku listopada!

Troszkę chaotyczny wpis mi wyszedł tym razem, ale myślę, że stanowi bardzo dobry wstęp do szafowej tematyki. Nie chciałam Wam pisać, ile dokładnie mam elementów garderoby, bo zrobiłam to w zeszłorocznym wpisie, a niewiele się zmieniło od tamtej pory. Dlatego tym razem macie opis mojego nowego podejścia do tematu 😉

Jeśli macie jakieś sugestie dotyczące wpisów z tej kategorii, to śmiało piszcie w komentarzach! 



2 thoughts on “Moja szafa w liczbach – jesień 2017”

  • Ależ skomplikowane jest u Ciebie komentowanie, mam nadzieję, że już się uda.
    A chciałam Ci napisać, że stosuję dokładnie ten sam sposób selekcji ubrań. Wkładam po kolei i gdy coś mi nie pasuje, źle leży, jest niewygodne, nie współgra z moim tworzącym się dopiero stylem od razu idzie do wywalenia, ew. wydania.
    Cieszę się, że będzie ciąg dalszy wpisów w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *