NOUVELLES D’ORLÉANS *5*

NOUVELLES D’ORLÉANS *5*

Mój pierwszy pełen miesiąc pobytu we Francji minął w ostatnim tygodniu. W dzisiejszych Nouvelles… mam dla Was krótkie podsumowanie tego czasu i moje nowe odkrycia z 5 tygodnia Erasmusa w Orleanie.

Moje wrażenia po pierwszym miesiącu

Przede wszystkim nie mogę uwierzyć, że to już ponad miesiąc odkąd jestem we Francji! Tak szybko minęło! Przyzwyczaiłam się do mojej tutejszej rzeczywistości i coraz mniej spraw jest dla mnie czarną magią. Nawet listy nauczyłam się wysyłać automatem na poczcie! Można też powiedzieć, że zadomowiłam się w moim małym pokoiku, choć planuję małą reorganizację – włączył mi się tryb „wiosenne porządki.”

Jeśli chodzi o pogodę, to ostatnimi dniami przyszła wiosna. W ciągu dnia temperatury dochodzą do nawet do 17ºC i świeci piękne słońce, jednak nad ranem była dosyć chłodno – ok. 0°C. Prawdziwej zimy od 10 stycznia było tak naprawdę tylko kilka godzin i na szczęście udało mi się ją uwiecznić na zdjęciach. Z rozmów z osobami, które są tutaj od początku roku akademickiego wnioskuję, że to był jedyny śnieżny dzień w tym sezonie i podobno to tutaj całkiem normalne.

Poza tym przerzuciłam się na dobre na gotowanie na własną rękę – jest taniej, zdrowiej i, nieskromnie przyznam, zdecydowanie smaczniej! Bardzo polubiłam gotowanie i sprawia mi ono dużo frajdy, więc ma powodu, dla którego miałabym komukolwiek oddawać pałeczkę w tej kwestii 😉

Co ciekawego zdarzyło się w ostatnim tygodniu?

Muszę przyznać, że ostatni tydzień był taką małą przerwą między wyjazdem do Paryża a przełomem lutego i marca, kiedy czeka mnie siedem dalszych i bliższych wycieczek (jedna już za mną, ale o niej przeczytacie za tydzień ;)). Głównym celem ostatniego tygodnia było dobre napisanie kolokwium z poezji francuskiej. Na razie była to ta łatwiejsza część, czyli teoretyczna, po feriach przechodzimy do praktyki. Podczas pisania nie czułam się do końca pewnie, ale moja intuicja na szczęście mnie nie zawiodła, więc wyniki powinny być całkiem niezłe.


W sobotę pojechałam na tutejszy targ/rynek pełen wszystkiego, co można wymyślić do jedzenia: owoce, warzywa, sery, jajka, mięso, kiełbasy, pieczywo, a także ryby i ostrygi. Do wyboru do koloru dla każdego. Dużą zaletą jest to, że owoce i warzywa można kupować luzem – bez żadnego plastiku, a do tego produkty są tańsze niż w hipermarkecie. W tę sobotę nie udało mi się być na targu, bo byłam na wycieczce w zamku, ale za tydzień wizyta jest obowiązkowa!

Odwiedziłam też nowe miejsce na kawę, Solo Palma Café i bardzo je polubiłam. Zdecydowanie wpasowało się w mój gust, jeśli chodzi o wystrój wnętrza, a kawa była przepyszna. Następnym razem z pewnością wybiorę się tam na kanapkę, bo wyglądały obłędnie na talerzach u innych.

Odkryłam też nocny market, na którym swoje produkty sprzedają częściowo te same osoby, które w soboty rano nad Loarą, więc do dla mnie dobra alternatywa na te weekendy, kiedy nie mogę pójść na zakupy w sobotę. Muszę jednak przyznać, że kolejki są zdecydowanie większe a robienie zakupów po ciemku to trochę dziwna sprawa. Kiedy jest jasno, to łatwiej się wybiera i kupuje produkty, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia.

 

Na koniec tradycyjnie podrzucam Wam najnowszego vloga z ostatnich dwóch tygodni:

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *