Podsumowanie, którego miało nie być, czyli co się wydarzyło w 2020

Podsumowanie, którego miało nie być, czyli co się wydarzyło w 2020

W tym roku nie czuję szalonej energii nadchodzącego początku ani potrzeb podsumowań. Tego podsumowania też miało nie być, ale postanowiłam jednak zostawić tutaj ślad po kończącym się roku.

Początek 2020 roku nie zwiastował tego, co wydarzyło się później. Rok zaczęłam I edycją wyzwania #sesjafirstminute, bo postanowiłam skoncentrować się na rozwoju mojego konta na instagramie związanego z nauką. Wiem, że pomogłam wtedy wielu osobom we wcześniejszych przygotowaniach do sesji, a sama nauczyłam się, że codziennie nagrywanie takich stories to trochę dla mnie za dużo i zmieniam formułę. (-> Wyzwanie #sesjafirstminute III edycja).

Po skończonej sesji udało mi się wylecieć do Katalonii, żeby odwiedź Sarę, którą poznałam podczas Erasmusa w Orleanie. O COVIDzie powoli gdzieś tam było słychać, ale nie przeszkodził mi w cieszeniu się słoneczną i ciepłą (ponad 20 stopni!) Barceloną, Gironą i innymi pięknymi miejscami. Jak teraz o tym piszę, to aż nie wierzę, że to było w 2020. Miesiąc później Sarah miała przylecieć do mnie do Polski, ale dwa dni wcześniej zamknięto granice.

Marzec zaczął się niepozornie. Wróciłam na uczelnię na ostatni semestr licencjatu na jakieś dwa tygodnie, zanim wkroczyliśmy w świat online’u. Kiedy na początku odwołano zajęcia do Wielkanocy miałam w głowie dwie myśli: „Halo, czy jest tu jakiś plan?!” i „No to korzystając z wolnego raz dwa napiszę prace licencjackie.” Do tej pory śmieję się z obydwu, bo planu na tym świecie nadal nie ma i tylko domowe rutyny mnie ratują, a prace licencjackie na styk oddałam w czerwcu, bo było z tym trochę zabawy.

Kwiecień był nijaki. Na pewno pisałam wtedy licencjat z anglistyki i to było najgorsze zajęcie ever. Poza tym zaczęłam się uczyć haftu płaskiego i stał się on moim covidowym hobby. No i chyba tyle.

W maju ruszyłam z II edycją #sesjafirstminute, przygotowaniami do ostatniej sesji na licencjacie i pierwszej zdalnej. Świętowałam imieniny i 23 urodziny, choć inaczej niż zwykle. Bez szaleństw, ale do przodu.

Czerwiec był pierwszym miesiącem, który dostarczył mi sporej dawki stresu. Po pierwsze, sesja i pytanie, czy zdążę bronić się w I terminie. Po drugie, pisanie prac licencjackich i pytanie, czy zdążę je napisać, żeby bronić się w I terminie. Dyskusje z promotorem, który dokładał kolejne poprawki i rozmowy z promotorką, która dla odmiany rozumiała, o co mi chodzi i super się dogadywałyśmy. Możecie się domyślić gdzie kontynuuję teraz magisterkę i u kogo piszę pracę ;).

W lipcu napisałam egzamin licencjacki z całej wiedzy o USA, bo taka jest formuła na anglistyce i obroniłam się na romanistyce. Skończyłam licencjat i do końca miesiąca leniłam się i spędzałam weekendy na końcu świata.

W sierpniu nadal nudy: stajnia, weekendy na końcu świata, lato, słońce, ale niestety bez żadnych wyjazdów, choć w lutym planowałam sierpniowy wyjazd do Portugalii.

Wrzesień to miesiąc stresu numer 2! Najpierw próbowałam odebrać dyplom, ale SFK pozostało na swoim poziomie i choć dyplom udało mi się ostatecznie dostać, to suplementu już nie i nie wiem, kiedy po niego pojadę. Ruszyłam z prowadzeniem zajęć z francuskiego online i clanestina.studies zamieniło się w clanestina.pofrancusku. Na koniec przyszedł stres rekrutacją na studia magisterskie i szukaniem stajni, bo zbliżała się przeprowadzka. Na szczęście na magisterkę się dostałam, a stajnię zarezerwowaliśmy przy pierwszym podejściu.

Październik zaczęłam od wolontariatu na Warsaw Jumping, więc 2020 nie został rokiem bez wolo. Poza tym zaczęłam II stopień studiów, a nad głową ciążyło widmo przeprowadzki. Ostatnie dni października dały mi bardzo w kość poziomem stresu związanym z przeprowadzką w jego ostatnim dniu.

Listopad to dla mnie pierwszy miesiąc na końcu świata, a dla Kaszmira pierwszy miesiąc w nowej stajni. Na szczęście obawy z października okazały się nieuzasadnione – Siwy jest zadowolony, choć kontuzjowany. Ja też się cieszę, mimo że wolałabym mieć jednak konia do jazdy, a mój pokój wymaga jeszcze wielu wykończeń. Studia trwają, ale czuję, że jakoś obok mnie. Robię niezbędną bieżączkę i skręcam kolejne meble 😉

Grudzień, uff! Na początku miesiąca piszę zdalne kolokwia, oddaję prace, prezentuję prezentacje i skręcam szafki 😀 21 grudnia kładę materac na moim siedzisku przy oknie i mogę odetchnąć, że jestem urządzona. Kaszmirowy za to szaleje na padokach (w złym sensie) i na placu (w baardzo dobrym sensie!). Nie wiem, co się stało, ale od października zaczęły mu się w głowie układać ujeżdżeniowe przekładki i choć tak pięknie, że głowa mała. Pracy zawsze jeszcze dużo przed nami, pogoda na ułatwia sprawy, ale dzisiaj zatrybił też w galopie i jestem z niego bardzo dumna.

2019 był szalonym rokiem, w którym dużo wyjeżdżałam i dużo się działo.

2020 wręcz przeciwnie: dużo stresu, mało wyjazdów, czuję taką stagnację. Słowem roku była koncentracja i wiele razy pomogła mi podjąć decyzję, zanim złapałam 100 srok za ogon.

2021? Chciałabym się się



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *