Pomodoro tracker – czy warto go używać?

Pomodoro tracker – czy warto go używać?

Podczas wyzwania miesiąc systematycznej nauki, w którym brałam udział w listopadzie postanowiłam przetestować podczas nauki tracker pomodoro. Używałam go skrupulatnie podczas każdej sesji nauki i odrabiania prac domowych, więc dzisiaj mam dla wpis pełen wniosków.

Jak działa metoda Pomodoro?

Technika pracy Pomodoro została wymyślona przez Włocha, Francesco Cirillo, a nazwą nawiązuje do kuchennego czasomierza w kształcie pomidora. W nawiązaniu do czasu liczonego przez czasomierz, podczas pracy czy nauki pracujemy w cyklach 25-minutowych.

Po 25 minutach skupienia nad jedną rzeczą robimy sobie 5-minutową przerwę, a po czterech takich cyklach robimy sobie dłuższą, 20-minutową przerwę. Takie jest teoretyczne założenie tej metody i tak liczony czas znajdziecie w wielu aplikacjach, które ułatwiają odliczanie. Ja jednak jestem za tym, żeby dopasowywać sobie czas pracy do naszych przyzwyczajeń i do naszych potrzeb.

Moje Pomodoro

Przede wszystkim często ignoruję przerwy, ponieważ kiedy skupię na danym zadaniu, nie widzę w sensu w odrywaniu się od niego, bo aplikacja nam tak każe. Wtedy przewijam sobie przerwę i np. po 50 minutach robię sobie 10 minut wolnego. Czasami też nie potrzebuję przerwy 20-minutowej równo po 4 cyklach np. wtedy, gdy gdzieś po środku jadłam obiad albo kolację.

Podczas minionej sesji zimowej używałam aplikacji Brain Focus (-> 3 aplikacje ułatwiające naukę) i często przeszkadzało mi to, że miałam tylko 25 minut, bo dużo łatwiej działam w cyklach 30-minutowych. I wtedy odkryłam, że w ustawieniach tej aplikacji można prawie wszystko zmienić. Dlatego postanowiłam dostosować wszystko pod siebie i pracowało mi się sprawniej i wygodniej. Uważam, że trzymanie bardzo sztywnych zasad, które nam się nie sprawdzają jest kompletnie bez sensu i warto je modyfikować biorąc pod uwagę własne potrzeby.

Skąd pomysł na tracker Pomodoro?

Chyba już kiedyś pisałam, że w zeszłym roku w grudniu i styczniu zapisywałam sobie to, czego danego dnia się uczyłam. Były to zapiski bardzo niechlujne i szybko kończyło mi się w nich miejsce. Jednak we wrześniu mignął mi na instagramie Pomodoro tracker u emmastudiess i od razu przypadł mi do gustu. Postanowiłam stworzyć w swoim bujo podobną tabelkę i monitorować w niej swoje postępu w nauce podczas wyzwania Miesiąc Systematycznej Nauki. Na cały miesiąc potrzebowałam w sumie trzech tabelek.

Dobra, Ola, ale sprawdził Ci się?!

Z jednej strony tak, bo widziałam ile zrobiłam i poznałam swoje możliwości. Dzięki temu łatwiej mogę teraz oszacować czas potrzebny do zrobienia danej rzeczy. Wiem, na co rzeczywiście wystarczy 5 minutek i z czego 5 minutek może przerodzić się w 45. Po prostu mogę lepiej rozkładać sobie naukę, co na pewno okaże się pomocne podczas planowania nauki przed sesją, a właściwie przed przed-sesją, bo w tym semestrze chyba żadnego egzaminu mieć nie będę. Za to szykują mi się zaliczenia ze wszystkiego szykują mi się w tygodniu tuż przed.

Jednak zastanawiałam się, czy jest mi to aż tak potrzebne. Szczerze mówiąc, w grudniu zrezygnowałam z używania trackera, bo uznałam go za zbędny. Prawdopodobnie wrócę do niego na przełomie lutego i marca, żeby ocenić swoje możliwości przy okazji nowych przedmiotów, które dojdą w semestrze letnim.

Teraz dalej będę się uczyć w cyklach Pomodoro, żeby lepiej skupić się na wykonywanym zadaniu, ale nie będę tworzyć zapisek z tym, co danego dnia zrobiłam.

Moim zdaniem, tracker świetnie sprawdzi się osobom, które nie widzą postępów albo uważają, że zrobiły danego dnia za mało. Dzięki temu łatwiej dostrzec ilość wykonanej pracy. Może też sprawić, że zwrócicie uwagę na to, że właściwie danego dnia mogliście zrobić więcej, ale czas upłynął Wam na niczym.

Podsumowując, zachęcam Was do wypróbowania tego trackera, ale nie jest on Wam niezbędny do życia! 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *