Prawo Parkinsona a planowanie nauki

Prawo Parkinsona a planowanie nauki

Jak to się dzieje, że zrobienie wielu rzeczy często zajmuje nam mniej czasu niż zrobienie jednej? Wyjaśnia to temat dzisiejszego wpisu, czyli prawo Parkinsona. Jak wykorzystać je do lepszego planowania nauki? Odpowiedź w tekście!

Prawo Parkinsona – czym ono jest?

Nazwa tego prawa wywodzi się od nazwiska autora stwierdzenia, które obecnie prawem nazywamy, czyli od Cyrila Northcote’a Parkinsona, brytyjskiego historyka i pisarza. W 1955 roku na łamach tygodnika The Economist opublikował tezę:

Praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie.

Natomiast dwa lata później wydał książkę zatytułowaną „Parkinson’s Law,” w której rozwinął powyższe stwierdzenie. Parkinson odnosił się do świata biur i instytucji, w których pracownik wykonuję swoją pracę w ostatniej chwili przed deadlinem, co prowadzi do bezsensownego zatrudniania kolejnych pracowników przez przełożenia na wyniki ich pracy.

Prawo Parkinsona a rzeczywistość niebiurowa

Choć oczywiście studia czy nauka w szkole różnią się od biurowego środowiska pracy, spokojnie możemy przełożyć prawo Parkinsona na nasze realia. Ma ono przecież zastosowanie za każdym razem, kiedy ma do zrealizowania jakiś plan.

Znasz pewnie takie dni, kiedy masz lista zadań zdaje się nie mieć końca, a mimo to całkiem sprawnie obrabiasz się ze wszystkim. Co więcej, znajdujesz jeszcze czas na poczytanie książki czy obejrzenie serialu.

Są też takie dni, gdy do zrobienia masz jedną czy dwie niezbyt czasochłonne rzeczy. Okazuje się jednak, że zrobienie ich zajmuje Ci cały dzień albo nawet nie udaje Ci się tego skończyć. Dlaczego?

Zgodnie z prawem Parkinsona dzieje się tak, ponieważ mając cały dzień wypełniasz go od rana do wieczora jedną czy dwoma rzeczami. Po drodze wielokrotnie się rozpraszasz, zajmujesz się milionem nieistotnych spraw i zamiast szybko obrobić się z tym, co musisz, spędzasz na tym caaaały dzień i ostatecznie nawet nie masz szansy odpocząć.

Czas temu zaradzić!

Jak oszukać prawo Parkinsona?

Wyznaczaj swoje własne deadline’y

Za przykład śmiało mogą nam tutaj posłużyć wszelkie prace, na których napisanie mamy dużo czasu. Czasami jest to nawet cały semestr. I choć mamy do dyspozycji kilka miesięcy, do napisania pracy zabieramy się dzień albo tylko noc przed wyznaczonym terminem złożenia jej. Jednocześnie dostarczamy sobie porządną dawkę nerwów, stresu i załamań. Na koniec przychodzi postanowienia, że to już ostatni teraz, kiedy tak działasz.

Żeby uniknąć pisania na ostatnią chwilę wystarczy wyznaczenie własnych deadline’ów na poszczególne etapy pracy np.: wybór tematu, zebranie bibliografii, pisanie całości lub poszczególnych fragmentów, poprawki. Dzięki temu, nie zafundujesz sobie całości pisania w jeden dzień. Stopniowo  -krok po kroku – dążysz do napisania pracy.

Podobnie może być z nauką. Zamiast uczyć się wszystkiego w noc przed egzaminem, ucz się stopniowo na przykład po jednym dziale dziennie jednocześnie wyznaczając własne terminy, na które chcesz znać daną porcję materiału. I trzymaj się ich!

Wyznaczaj czas na wykonanie zadania

Jeśli zadanie zajmuje nam tyle czasu, ile na nie przeznaczymy, to warto wyznaczyć sobie poszczególne ramy, bloki czasowe. U mnie bardzo dobrze sprawdza się to podczas pisania licencjatu.

Na początku wpisywałam na moją listę zadań punkt „pisanie licencjatu.” Następnie spędzałam pół, a nawet cały dzień z otwartym dokumentem w Wordzie. Przeszukiwałam internet, żeby znaleźć źródła. Coś tam napisałam. Dodałam zdjęcie na stories, że piszę pracę. Poszłam zrobić kawę. Przeredagowałam to, co wcześniej napisałam. Zawiesiłam się, bo nie wiedziałam, o czym właściwie mam teraz pisać. Zapisałam dokument, zamknęłam laptopa, poszłam na spacer, bo przecież cały dzień pisałam licencjat i teraz należy mi się odpoczynek!

Nie muszę chyba dodawać, że tak abstrakcyjny punkt na liście był do odhaczenia zarówno od razu (napisanie jednego zdania to przecież pisanie!), a zarazem nigdy (przecież nie skończyłam!). Na szczęście dość szybko dotarło do mnie, że daleko tak nie zajadę. Od tamtej pory zaczęłam wpisywać do kalendarza punkt „3h pisania pracy” i wtedy w cyklach Pomodoro miałam czas na pracę, czas na odpoczynek i pracę, która wreszcie zmierzała do końca.

Jak Ty możesz to wykorzystać? Spróbuj oprócz planowania zadań, zapisywać też maksymalny czas, jaki chcesz poświęcić na ich wykonanie np. „ćwiczenia z hiszpańskiego (1h); notatki z prezentacji (1,5h)” itd. Możesz rozrysować sobie bloki na poszczególne zadania i stworzyć plan dnia godzina po godzinie.

Prosta sprawa, a naprawdę może usprawnić Twoje działanie!

Wyznacz granicę czasu pracy i czasu odpoczynku

Oczywiście jako pracę rozumiem tutaj naukę, odrabianie prac domowych, przygotowywanie notatek etc. Tak jak już wspominałam na początku. Są dni, w których mamy trochę do zrobienia, ale nie na cały dzień. Warto wprowadzić sobie wtedy podział na kilka godzin nauki, a resztę dnia odpoczywać. Albo na odwrót, jeśli lepiej działa Ci się wieczorami. Dzięki temu, unikniesz wrażenia złudnej pracy cały dzień, przez którą nawet nie odpoczniesz.

Możesz też podzielić tydzień na dni pracy i dni odpoczynki. Jest całkiem duże prawdopodobieństwo, że mając więcej zadań jednego dnia, szybciej pójdzie Ci ich zrobienie. Co więcej, w dzień odpoczynku nie będziesz musiała się martwić, że jest coś do zrobienia. Nawet jeśli jest, to niech grzecznie czeka na dzień pracy!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *