A czy Ty stoisz w kolejce do schodów ruchomych?!

A czy Ty stoisz w kolejce do schodów ruchomych?!

Odkąd zaczęłam regularnie jeździć metrem, niezmiennie intryguje mnie jedno powtarzające się zjawisko – kolejka do schodów ruchomych. Najpierw mnie to bawiło, później zaczęło mnie to intrygować, a jakiś czas temu stwierdziłam, że to jest idealna metafora. Metafora naszego podejścia do życia.

Jeżdżę metrem codziennie na dłuższych lub krótszych odcinkach w różnych godzinach. Najczęściej w porannym szczycie i na początku popołudniowego tłoku. O ile rano tłok jest wszędzie, o tyle popołudniu tłok panuje tylko w jednym miejscu – na schodach ruchomych. I kilka metrów przed nimi. Dlaczego? Dlatego, że zdecydowana większość pasażerów kieruje się właśnie na nie, zamiast wejść standardowymi schodami, które są całkiem luźne.

Możecie spytać, kto zawraca uwagę na takie rzeczy?!

Ja zwróciłam, bo nie mogłam dojść do zwykłych schodów bez ominięcia całkiem pokaźnego sznurka ludzi. I muszę przyznać, że na początku mnie to bawiło. A później dziwiło coraz mocniej – że ludziom się chce stać i czekać. Z naburmuszonymi minami i z irytacją, bo tak wolno! Bo trzeba stać i czekać, a oni by chcieli już! być na górze. (Oczywiście pomijam tutaj osoby, które z powodów zdrowotnych nie mogę chodzić po schodach). Jednak przyznam szczerze, że nie wierzę, że ¾ pasażerów metra ma takie problemy.

Zaczęłam sobie zadawać pytania. Dlaczego ludzie jeżdżą schodami? Bo wtedy nie trzeba wchodzić. Jest łatwiej. Dlaczego wolą czekać, zamiast po prostu wejść? Bo trzeba iść. A tak można postać, ponarzekać, że mało schodów, że za dużo ludzi, że metro za rzadko jeździe, że jest zimno, szaro, że jesteśmy zmęczeni, że Ci wszyscy ludzie muszą się tak pchać. Pff!

A czy nie robimy podobnie z naszym życiem?

Czy nie wolimy czekać, aż coś się samo zdarzy? Aż nam się uda? Aż będziemy mieli farta? Stoimy i czekamy, zamiast działać. Zamiast zrobić krok naprzód. Czekanie przecież jest łatwiejsze. Stoisz, nic nie robisz i jeszcze możesz ponarzekać, że masz gorzej. Że jakoś nie masz motywacji i nic Ci się nie chce. A właściwie to przecież Ci się należy! Dlaczego nikt Ci jeszcze tego nie dał? Lepszej pracy, milionów obserwatorów, piątek na egzaminach. Tamci to mają lepiej!

Tylko, że Ci, którzy do czegoś doszli, raczej nie osiągnęli tego za dotknięciem magicznej różdżki. Nic nie stało się samo! Nie zrobili tego, bo się udało. Osiągnęli to, bo ciężko pracowali.

Bo pokonali każdy stopień, nad którym musieli podnieść nogę. Włożyć wysiłek, energię, czas nawet jeśli byli zmęczeni po całym dniu pracy. Chcieli zmienić coś w życiu i nie czekali, aż coś cudownie doda im motywacji. Zaciskali zęby i pracowali na swój sukces. Pokażcie mi osobę, która zmieniła świat na lepsze leżąc na kanapie i czekając!

I nie zrozumcie mnie źle – ja też jeżdżę schodami ruchomymi. Nie jestem zwolenniczką utrudniania sobie życia na siłę. Jeśli mogę coś zrobić szybciej, sprawniej, łatwiej, wygodniej, przyjemniej – korzystam z możliwości. Uważam, że warto łapać szanse, że trafiają nam się w życiu.

Jednak zamiast czekać z założonymi rękoma na szanse, wolę zakasać rękawy i sama je sobie stwarzać.

Zamiast czekać, aż ktoś mi coś da, staram się sama po to pójść i sobie wziąć.

Zamiast czekać w kolejce do schodów ruchomych, które mnie zawiozą, wolę ruszyć swoje szalenie zmęczone całym dniem na uczelni nogi i wejść na górę.

Na koniec mam dla Was genialny film Reżysera Życia, na który trafiłam po napisaniu tego wpisuje. Nadaje się idealnie, więc koniecznie go obejrzyjcie! Najlepiej codziennie rano, kiedy dzisiaj Wam się wyjątkowo nic nie chce.