25 rzeczy, których już nie kupuję

25 rzeczy, których już nie kupuję

Ostatnio coraz bardziej uczę się minimalizmu. Ta idea staje się bliższa mojemu podejściu do życia i staram się ograniczać ilość przedmiotów, którymi się otaczam. Dlatego dzisiaj mam dla Was 25 listę rzeczy, które przestałam kupować.

Artykuły, które znajdziecie na poniższej liście, znalazły się tutaj z 3 przyczyn:

  • kiedyś kupowałam, ale już mi się nie podobają
  • mam ich tyle, że już kolejnych nie potrzebuję
  • kiedyś je używałam, ale teraz nie są mi już potrzebne

 

1.t-shirty z nadrukami – nie bez przyczyny znalazły się na pierwszym miejscu. Kilka lat temu kupowałam, dostawałam i posiadałam je w ilościach hurtowych, jednak ostatnimi czasy nie lubię w nich chodzić. Większość z nich wylądowała na stercie “na konie” i czeka cierpliwie na zużycie.

2. koszule w kratę – noszę je zazwyczaj po domu, więc potrzeba mi tak naprawdę tylko jedną sztukę. Kilka lat temu wizyty w second handach zapewniły mi spory zapas tego typu koszul, dlatego kolejne egzemplarze zdecydowanie nie są mi potrzebne.

3. koszule z krótkim rękawem – mam w czasie tylko dwie sztuki: jedną kupiłam, drugą dostałam, ale żadnej prawie nie noszę. Zdecydowanie nie mój koszul, nigdy nie wiem, do czego je założyć i nie czuję się w nich najlepiej. Idealny egzemplarz na tę listę.

4. baleriny z okrągłym noskiem – to był kiedyś mój ulubiony krój butów i mogłam je mieć we wszystkich kolorach tęczy. Teraz nie podoba mi się, jak wygląda w nich moja noga. Dlatego mimo pięknych kolorów, staram się nie wkładać balerinek do koszyka.

5. żele do twarzy – w wakacje zaczęłam używać mydła oliwkowego i bardzo podpasowało mojej skórze. Dlatego postanowiłam zrezygnować z żelów do twarzy i dzięki temu, zmniejszam ilość plastikowych śmieci.

6. szminki – lubię różnokolorowe szminki, ale zazwyczaj kończy się na tym, że i tak używam codziennie tej samej. Mam też kilka podstawowych kolorów i na wyjątkowe okazje zdecydowanie wystarczą.

7. paletki z cieniami – na co dzień maluję się bardzo delikatnie, cieni używam na przyjęcia i na imprezy, na które chodzę bardzo rzadko. Dlatego jedna paletka w mojej kolekcji zdecydowanie zaspokaja moje potrzeby.

8. błyszczyki – kiedyś używałam ich sporo, teraz zostało mi kilka egzemplarzy i na przemian ze szminkami pewnie je zużyję, ale na stałe na pewno do nich nie wrócę.

9. lakiery do paznokci – mam tyle lakierów do paznokci, że wszystkie sklepy, w których można je kupić, powinny zabronić mi wstępu. W przyszłości chciałabym zacząć używać lakierów hybrydowych, ale to najpewniej za kilka lat, kiedy uszczupli się mój dotychczasowy zapas.

10. długopisy – uwielbiam kupować artykuły papiernicze! Długopisy nie stanowią wyjątku, szczególnie, kiedy mają tyle pięknych kolorów i wzorów. Zdecydowanie najłatwiej ulegam pokusie zakupu czegoś nowego do pisania – niewiele kosztuje, a przecież zawsze się przyda. Gorzej, jak kolekcja wysypuje się z szuflad.

11. kredki – mam wrażenie, że z kredek się wyrasta. Przechodzi się na etap farb i flamastrów i ja chyba na tym etapie jestem. Po co mi kolejne pudełka kredek?

12. ołówki – w zeszłym roku wykończyłam mój zapas ołówkowy i kupiłam sobie nowy zestaw. Zaraz potem dostałam w prezencie kolejny, więc teraz przyszedł czas na wakacje od ołówkowych zakupów.

13. zeszyty – tutaj historia taka sama, jak z długopisami.

14. szaliczki – mam na myśli te cienkie z różnymi wzorami: kwiaty, kratkę, kropki. W gimnazjum i liceum nosiłam je prawie codziennie, teraz prawie nigdy, a mimo to i tak kuszą mnie na wystawach sklepowych. Przecież takiego wzoru jeszcze nie mam i kiedyś na pewno do czegoś go założę. Muszę sobie wbić do głowy, że naprawdę nie muszę mieć go w domu.

15. torebki – kiedy zastanawiałam się nad tym punktem, doszłam do wniosku, że z tego rodzaju akcesoriów potrzebuję 5 sztuk: dużej shopper bag, czarnej kopertówki, małej torebki na co dzień i/lub małego skórzanego plecaka oraz mojego kankena na uczelnię. Mimo to w mojej szafie mam pełne pudło toreb i torebeczek, kolejnych nie chcę dokładać.

16. biżuteria – kiedyś byłam ogromną fanką biżuterii, szczególnie tej kolorowej i plastikowej, a później znudziło mi się kombinowanie z różnymi fasonami i teraz stawiam na jeden zestaw: kolczyki kryształki i zegarek, czasami do tego zegarek. Pozostałe ozdoby używam, jak mi się o nich przypomni i mam wyrzuty sumienia, że w ogóle ich nie noszę. Dlatego staram się być odporna na wszystkie wzory, których jeszcze w mojej toaletce nie mam.

17. woda butelkowana – o wodzie w butelkach powstał już cały wpis, dlatego odsyłam Was tutaj.

18. dekoracje do pokoju – gdy byłam młodsza uwielbiałam mieć mnóstwo kolorowych dekoracji w pokoju – im więcej, tym lepiej. Teraz idę w kierunku mniej i staram się znosić, jak najmniej pierdółek, ponieważ wiem, że szybko mi się znudzą i nie będzie co z nimi zrobić.

19. pamiątki z wyjazdów – wiecie, że kiedyś przywoziłam pamiątki nawet z wycieczek do warszawskich muzeów? Teraz stawiam raczej na to, co w głowie na to, co na zdjęciach. To dla mnie najlepsze pamiątki.

20. czapraki – kiedy kupiliśmy Kaszmira, zaczęłam się u mnie mania kupowania czapraków. Gdybym się w porę nie opamiętała i gdyby nie opamiętywała mnie na bieżąco mama, to na pewno miałabym teraz więcej niż 18 sztuk we wszystkich możliwych kolorach, wzorach i odcieniach (no opórcz baby blue).

21. ubrania do stajni – w tej kategorii ubrań lądują wszystkie, których nie da się już założyć do ludzi albo te których już nie lubię, ale wyrzucić też szkoda. Zebrała mi się już całkiem spora kolekcja, bryczesów też mam idealnie, dlatego końskich ciuchów już nie kupuję.

22. kantary – wszystkie, które mam teraz są zepsute, ale dość łatwe do naprawienia, dlatego kolejnych nie potrzebuję.

23. produkty do pielęgnacji konia i sprzętu – wiecie, że swego czasu miałam 4 różne spraye do grzywy? To dopiero kolekcja plastiku i strata pieniędzy! Na szczęście wraz z upływem czasu moje potrzeby są coraz mniejsze, a koń jakoś bardziej brudny nie jest 😉

24. książki, które są w bibliotece – lubię czytać i dużo czytam. Bardzo lubię też mieć książki, ale powoli przestają mi się mieścić. Dlatego teraz, zanim zamówię daną książkę, sprawdzam, czy nie ma jej w bibliotece. Po większość książek sięgam tylko raz, dlatego bez sensu, żeby zajmowały mi miejsce na półce.

25. czasopisma, magazyny, gazety – wiosną dumnie kupiłam dwa pierwszego numery polskiego Vougue’a i wiecie co? Żadnego z nich do tej pory nie skończyłam czytać, bo jakoś mi nie po drodze.

A Wy czego już nie kupujecie? Czego macie za dużo?



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *