Jak to jest u mnie z tą ilością rzeczy?

Dzisiaj mam dla Was wpis, którego pomysł chodził mi po głowie od dawna. W zasadzie od remontu mojego pokoju, czyli od początku marca, jednak stale odkładałam jego realizację, bo chciałam dokończyć porządki i opisać swoje przemyślenia. Tak wpis będzie trochę o sprzątaniu. Tak, też nie wierzę, że o tym piszę.

DSC_0606.JPG

Zawsze daleko mi było do nazwania się minimalistką. Być może niektórzy z Was przypominają sobie moje słowa z podsumowania Wyzwania Minimalistki:

Lubię otaczać się wieloma rzeczami i pod tym względem ciężko będzie mi coś zmieniać, ponieważ ja tych zmian nie chcę. Takie mam poczucie estetyki, które ciągle ewoluuje i dobrze mi z tym. Natomiast bycie minimalistką pod względem ułatwiania sobie życia zdecydowanie popieram i jestem tym zachwycona.

Niewielka ilość rzeczy po prostu mnie do mnie nie pasuje. Lubię się otaczać przedmiotami, a na biurku mam zazwyczaj stosy papierów, zeszytów, laptopa, książki, zdjęcia, herbatę, długopisy, flamastry i jeszcze długo by wymieniać. Wiecie, to się nazywa twórczy nieład. I w zasadzie nigdy mi to nie przeszkadzało.

DSC_0607.JPG

Aż przyszedł bardzo ważny moment, czyli remont pokoju. Wiązało się to z opróżnieniem półek i spakowaniem wszystkiego w kartony, bo musi być miejsce do malowania ścian. Ile się wtedy źle nagadałam o tym, to mama z siostrą bardzo dobrze wiedzą. I postanowiłam, że muszę posprzątać, posegregować, oddać, sprzedać – generalnie pozbyć się wielu rzeczy, o których istnieniu do tej nie miałam pojęcia. No skąd mam wiedzieć,  że różowa figurka nr 50 jeszcze stoi za półką pełną książek, których nigdy nie przeczytałam i pewnie nie przeczytam.

Generalne porządki planowałam na “po maturze”, kiedy będę miała bardzo dużo wolnego czasu (niech żyją najdłuższego wakacje w życiu!). Sytuacja się jednak zmieniła, bo skoro i tak już to wszystko wyciągnęłam, to po co  za 2 miesiące zdejmować to ponownie, żeby wyrzucić. Większość rzeczy przeszła gruntowną selekcję i już nigdy nie wróciła na swoje miejsce. Ba! Opuściły mój pokój i mam nadzieję, że ktoś inny ma z nich teraz pożytek. Część z nich została spakowana i cierpliwie czeka na deszczowe dni, żeby nad nimi usiąść i podjąć decyzję, co dalej.

DSC_0601.jpg

Teraz, kiedy już jestem wreszcie w tym magicznym czasie zwanym “po maturze” przyznaję, że posprzątałam i to sporo. Przede wszystkim z radością oczyściłam szuflady przy biurku i segregatory ze zbędnych notatek. Przejrzałam wszystko, co miało mi się niby do nauki przydać i oddałam albo wyrzuciłam. Dopadłam także szafkę “ze wszystkim” i okazało się, że większość “wszystkiego” jest kompletnie niepotrzebna. Oczyściłam przestrzeń i odnalazłam wiele pustych teczek, których niedawno potrzebowałam. Chwilowo mam w wszędzie dziwnie pusto. I czuję się z tym niesamowicie dobrze!

Zanim zostanę minimalistką, czeka mnie jeszcze bardzo daleka droga. Przede wszystkim dlatego, że nie lubię szufladkowania i nazywania siebie w jedyny, określony sposób. Poglądy na wystrój często mi się zmieniają. Raz lubię mało, innym razem lubię dużo. Na razie patrząc na porządki, które już zrobiłam i na te, które jeszcze zrobię, wiem że polubiłam uczucie wyrzucania. Ilość rzeczy, którą nadal mam w pokoju, jest spora, dlatego nie widać jeszcze ogromnych efektów. Zaczęłam też mierzyć każdą rzecz w pokoju moją miarą przydatności: Czy jeśli kiedyś w przyszłości będę się z pokoju wyprowadzać, to czy zabiorę to ze sobą? Nie? To po co ma zagracać miejsce już teraz.DSC_0614.JPG

A jakie jest Wasze podejście do ilości przedmiotów? Jesteście zdeklarowanymi minimalistami czy maksymalistami? A może jak ja dryfujecie od jednego poglądu do drugiego w zależności od tego, jaki macie właśnie humor?



7 thoughts on “Jak to jest u mnie z tą ilością rzeczy?”

  • Pozazdrościć silnej woli przy wyrzucaniu zbędnych rzeczy. Ja zwykle tak postanawiam, a potem część (na szczęście część) z nich i tak powraca do szaf, kartonów itp. bo może jednak jeszcze się przydadzą. Niech żyje pojemne poddasze!!!

  • Ja skaczę sobie jak na trampolinie, od maksa do mini, chociaż wydaje mi się, że ostatnie podskoki są coraz wyżej na minimalizm, a jeśli chodzi o maksymalizm to tylko powroty z sentymentu.

  • Chyba dopiero przeprowadzka pokazuje jak dużo mamy niepotrzebnych rzeczy, albo takich których już nie będziemy potrzebować 🙂 dopóki nie trzeba swoich rzeczy zmieścić w pudłach to zawsze coś się jeszcze może przydać, zazdroszczę tym którzy mogą pozbyć się wszystkich niepotrzebnych rzeczy bez zastanawiania się, że może jednak kiedyś będzie potrzebne. U mnie mimo, że wiele kątów już wysprzątanych to ciągle jeszcze długa droga do minimalizmu 🙂 i nie wiem czy piwnica jest w tym wypadku przekleństwem czy błogosławieństwem jak pojemne poddasze u Mady 🙂

    • Mi wystarczył remont do załamania się nad ilością rzeczy, przeprowadzka to będzie tragedia. Myślę, że regularny przegląd piwnicy nie zaszkodzi i nie będzie problemu z nadmiarem rzeczy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *