Brush lettering – jak się nauczyłam?

,

Ostatnio na moim Instagramie padło pytanie o to, jak nauczyłam się kaligrafii, z czego korzystałam i jak najlepiej zacząć. Uznałam, że to ogromne niedopatrzenie, że nie pojawił się na ten temat jeszcze żaden wpis na blogu. Dlatego nadrabiam zaległości i oto i on!

Skąd pomysł?

Od zawsze lubiłam ładnie i kolorowo pisać, a odkąd zaczęłam prowadzić Bullet Journal, chęci do kaligrafii wzrastały. Na facebookowej grupie Bullet Journal Polska odkryłam, że istnieje coś takiego, jak flamastry z pędzelkową końcówką (brush peny), które zaczęły mnie prześladować i wołać, żeby je kupić. Kaligrafia, kaligrafia nowoczesna, hand lettering i brush lettering to wiele nazw tego, co robię. Na pewno są między tymi technikami jakieś różnice, jednak niewiele osób zna te niuanse i po prostu stosuje je zamiennie. Ja też, choć najbliższy jest mi brush lettering.

DSC_0375

Jak zaczęłam? Czego używam?

Moją kaligraficzną przygodę zaczęłam od zakupu brush penów we Flying Tiger. Postanowiłam zaryzykować i sprawdzić, czy w ogóle spodoba mi się ta cała kaligrafia – kosztowały 6 zł za 4 sztuki, więc uznałam, że to prawie żadna strata. Na początku uznałam, że pisze mi się nimi ciężko, bo nie umiem i nie mam wprawionej ręki. Jednak po jakimś czasie przeczytałam w czeluściach internetu, że to nie moja wina a długości pędzelka, który uniemożliwia łatwe i przyjemne pisanie. Muszę jednak przyznać, że super sprawdza się do malowania, kiedy nie chce mi się wyciągać farb 😉

DSC_0381

Po przekopaniu czeluści Internetu po raz kolejny znalazłam brush peny, które polecane są dla osób w 100% zielonych, czyli perfekcyjne dla mnie. I tak oto dostałam od Zajączka swoje pierwsze Tombowy – czarne Fudenosake hard. Od razu poczułam różnice w sposobie pisania, chociaż pierwsze alfabety nie wyglądały zbyt zjawiskowo.


Po pewnym czasie wszechobecny czarny zaczął mi się nudzić, ale prawie miesiąc zajęło mi podjęcie decyzji o zakupie kolorowych brush penów. Po pierwsze, dlatego że trudno wybrać jedną firmę; po drugie, dlatego że jest aż 96 kolorów i weź wybierz 6 (była promocja 6 w cenie 5); po trzecie, dlatego że zakup flamastra za 15 zł to dla mnie podobny poziom absurdu, co zakup trampek za 200 zł 😉 Ostatecznie wybrałam Tombow Dual Brush w kolorach 912, N65, 133, 373, 623, 772 i oczywiście mam ochotę na kolejne!


Ostatni akapit poświęcę temu, w czym piszę. Pierwsze literki stawiałam w zeszycie w kratkę, ale szybko odkryłam, że to nie to i odkopałam z dna szuflady mój zeszyt do nut kupiony milion lat temu. Już dawno spisałam go na straty, a jednak się przydał i to bardzo porządnie. Po jakimś czasie zauważyłam, że łatwiej się pisze, kiedy jest więcej miejsca, dlatego zaczęłam pisać między linijkami zamiast w nich. Gdy skończył mi się zeszyt do nut, wybrałam zwykły w linie i używam go, jako takiego w trzy linie, który dzieci używają do nauki pisania. Dzięki temu mam bardzo dużo miejsca i dobrze widać różnice między gruby i chudymi liniami.

Jak się nauczyłam?

Moja nauka kaligrafii nie opierała się na zbyt wielu poradnikach czy gotowych alfabetach. Postanowiłam kierować się jedną zasadą – w dół dociskaj, w górę lekko. Tak zaczęły powstawać pierwsze, koślawe literki. Z początkiem maja wzięłam udział w wyzwaniach kaligraficznych, które opierały się na pisaniu jednego słowa dziennie. Dzięki temu biorąc udział w 3-4 wyzwaniach regularnie ćwiczyłam rękę. W tym miesiącu się zgapiłam i wyzwań jeszcze nie wypisałam, ale od sierpnia do nich wrócę.


Korzystałam też zeszytu ćwiczeń z The Postman’s Knock.  Ostatecznie własna metoda prób i błędów sprawdziła mi się najlepiej. Kiedy utknęłam przy jednej z liter szukałam inspiracji w innej facebookowej grupie – tym razem w Grupie letteringowo – doodlingowej i znalazłam u dziewczyn piękne literki, które próbowałam przełożyć na swoje. W ten sposób bawię się do teraz,  staram się robić po swojemu, dlatego że odpowiada to w 100% mojemu charakterowi pisma i z niczym się nie męczę.

Mam nadzieję, że ten wpis rozwiał większość Waszych wątpliwości i zachęciłam Was do rozpoczęcia własnej przygody z brush letteringiem. Moja trwa 3 miesiące i myślę, że jej koniec nie nastąpi szybko.

3 odpowiedzi na „Brush lettering – jak się nauczyłam?”

  1. Awatar Asia | forkaround.pl

    Lubie 'ladne pisanie’, tak troche w moim stylu, ale ciekawie. Skorzystam z Twojej porady odnosnie pisakow. Moze warto troche pocwiczyc, mysle, ze to cudownie odpreza.
    a uczylas sie na jakims kursie?

    1. Awatar Ola Figarska | Clanestina

      Nie uczyłam się na żadnym kursie, po prostu metodą prób i błędów. W górę lekko, w dół dociskam. Jeśli szukasz tanich brush penów to teraz w lidlu są za 18 zł 24 kolory i bardzo fajnie się sprawdzają. Tańszy odpowiednik na początek, choć dla mnie Tombow Fudenosake nie ma sobie równych 😉

      1. Awatar Asia | forkaround.pl

        nazwa brzmi zdecydowanie profesjonalnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *